Czwartek, 23 lutego 2012

Pardon

Poppolityka. Prawdy, emocje i pogłoski

Profil użytkownika:

Consolamentum
Consolamentum
Rozum konserwatysty, serce lewaka. FForumowy Beret, stały współpracownik lewicowego Magazynu OBYWATEL. Z natury uprzejmy, ale potrafi pokazać pazurki. Raczej piwo, rzadziej wódka, wino tylko z Żoną.
Ilość odwiedzin: 16930

Ulubione blogi:

RSS

Blog użytkownika

Niedziela [20.07.2008, 20:29]
Czy TVN-owi opadł słupek oglądalności po bojkocie PiS? Tak stwierdził w TVP INFO red. Ziemkiewicz, powołując się na red. Miecugowa (TVN), któremu ponoć podobny tekst się wymsknął był.

Niestety, póki co cały ten zgiełk to dla mnie historia typu: "jedna baba drugiej babie", bo całą niedzielę spędziliśmy z Żonką w pięknych (i niepowtarzalnych) okolicznościach przyrody. Stąd czerpię informacje z drugiej, albo i trzeciej ręki. No ale jak Ziemkiewicz coś powiedział, powołując się na Miecugowa, to jest szansa, że nasze mainstreamowe media, które najbardziej lubią zajmować się sobą coś o tym jutro (albo pojutrze, lub za tydzień) powiedzą.

Osobiście, jako dziennikarz prasy alter-streamowej (termin autorski), czyli OBYWATELA, nie mam nic przeciwko temu bojkotowi. Nie dlatego, że darzę PiS jakąś specjalną miłością, ale nie lubię medialnych świętych krów, kreujących z Warszaffki obraz polskiej rzeczywistości. Nie lubię jak własne interesy ubierają w szatki obiektywizmu i niespecjalnie (by nie nazwać tego dosadniej) przepadam za ich światopoglądem: tak w wersji ideowej, jak ekonomicznej.

Jeśli TVN-owi faktycznie opadł (słupek oglądalności) to znaczy, że ludzie potrafią jeszcze w Polsce samodzielnie myśleć. Czego sobie i Wam życzę.

ps. A nawet jeśli nie opadł, to mamy okazję, by przemyśleć rolę i kondycję IV władzy w Polsce. Bo kto zarządza ludzkimi mniemaniami, ten rządzi wcale pokaźnym fragmentem rzeczywistości...
25 komentarzy

Sobota [19.07.2008, 14:05]
Istnieje taka kategoria miłośników świętego Kościoła rzymskokatolickiego , która najbardziej lubi, gdy ten przeprasza.

Świetnie wpisuje się w to "katolicka" publicystyka "Gazety Aborczej", część publicystyki "Tyogdnika Powszechnego" (szczególnie w osobach ich młodej generacji, związanej z nowolewicową "Krytyką Polityczną") - historia Kościoła jest tak mroczna, pisana krwią i perwersją, że nic, tylko bić się w piersi aż dudni przez 24 godziny na dobę. Tymczasem nie tak akt przeprosin rozumiał Jan Paweł II, gdy u progu oczekiwania na 3 tysiąclecie ("Terio Millenio Adveniente") prosił - Boga i ludzi - o przebaczenie grzechów, jakie były udziałem Kościoła.

Papież nie czynił tego po to, by sprawić przyjemność liberalnym mediom, czy katolewakom, którzy chodzą po tym łez padole niemal przepraszając tylko za to, że są katolikami. Przeprosiny miały wymiar mistyczny i eschatologiczny. Społeczny w tym sensie, w jakim Kościół jest instytucją ludzką.

Myślę, że podobne intencje przyświecają dziś Ojcu świętemu Benedyktowi XVI. Nie znaczy to jednak, że Kościół musi wszystkich i za wszystko przepraszać. Bo mimo wszystkich swoich ludzkich słabości jest instytucją, która ocala człowieczeństwo: w oczach Boga, świata i drugiego człowieka.
37 komentarzy

Piątek [18.07.2008, 11:31]
Zaczął się proces Simona Mola, który świadomie zarażał wirusem HIV swoje partnerki seksualne.

Przypadek Simona Mola to najjaskrawszy przykład zwycięstwa (pyrrusowego) politycznej poprawności. Ten anty-rasistowski bojownik, ekspert PZPN, ulubieniec redakcji "Nigdy Więcej" okazał się człowiekiem cynicznym, pozbawionym jakichkolwiek skrupułów, wykorzystującym w swych miłosnych/seksualnych podbojach argumenty "z tolernacji" (gdy partnerki odmawiały seksu bez gumki, zarzucał im rasizm...).

Mol może dostać nawet dożywocie, jeśli jego czyny zostaną zakwalifikowane jako usiłowanie zabójstwa (póki co ma postawiony zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała). Podobno w Afryce, najciężej dotkniętą AIDS, istnieje przesąd, że można wyleczyć się z tej choroby, przekazując ją swoim seksualnym partnerom.

Sprawa Mola woła o pomstę do nieba. Ilu ofiar możnaby uniknąć, gdyby nie dyktatura politycznej poprawności?
111 komentarzy

Czwartek [17.07.2008, 18:57]
Skończyłem po 15.00 pracę, nieco później odszedłem od kompa i w ramach relaksu zjadłem jabłko i włączyłem telewizor.

Na programie drugim TVP porucznik Borewicz po raz kolejny rozwiązywał zagadkę skradzionej przesyłki wartości kilkuset tysięcy złotych prl-owskich. Nic tak nie przypomina mi dzieciństwa, jak smak jabłek i widok por. Milicji Obywatelskiej, Sławomira Borewicza.

Bezrefleksyjnie gryzłem jabłko, gapiłem się w ekran TV i wertowałem program telewizyjny na przemian z pierwszym numerem reaktywowanej "Res Publiki" (zapowiada się ciekawie). Skonstatowałem, że dziś po północy warto by obejrzeć kolejny odcinek "Twin Peaks". I że telewizja publiczna to trochę taki skansen. I że niewiele mam na jej obronę, choć nieco więcej niż pozostałych, komercyjnych stacji.:-)

I wtedy sobie uświadomiłem, że tak naprawdę jedyne seriale, które oglądałem ostatnimi czasy z przyjemnością to rosyjskie produkcje: "Mistrz i Małgorzata", "Idiota". I jeszcze czteroodcinkowy "Azazel" (na podst. powieści Akunina), transmitowany obecnie przez TV4. Nie znam żadnej równie ambitnej produkcji rodzimej. Rosjanie w kwestiach kultury (narodowej) biją nas na głowę. To w sumie oczywista oczywistość, by zacytować klasyka, ale warto ją przypomnieć w Polsce, gdzie o Rosji mówi się zwykle jak o dziczy, a słowo "Ruski" wymawia się z nutą wyższości i/lub pogardy.

Tak, przyznam bez bicia, jestem rusofilem. Uwielbiam Okudżawę i Wysockiego, godzinami mogę słuchać kapeli Lube, na studiach uczęszczałem na kursa i seminaria (prowadzone przez św. p. prof. Włodzimierza Rydzewskiego) poświęcone rosyjskiej filozofii i Dostojewskiemu, "Zarys myśli rosyjskiej" Walickiego znam niemal na pamięć (to oczywiście gruba przesada). No i te seriale. Staram się pomyśleć, czy mamy czym odpowiedzieć na te perełki kinematografii i - z bólem serca - nic nie przychodzi mi do głowy. No, może z wyjątkiem paru seriali powstałych jeszcze w PRL-u.

III RP jak dla mnie to kulturowa porażka. Także w dziedzinie kinematografii. Rosjanie biją nas na głowę...

22 komentarze

Czwartek [17.07.2008, 7:44]
Trzecia kawa. Pół paczki papierosów. "Painkiller" JP w wykonaniu DEATH. Wciąż nie mogę się obudzić...

A tu nagle: Katarzyna! Kolenda! Zalewska (Zaleska?)! W TOK, kwachufucker, FM! Słyszę w jej głosie entuzjazm: Julke nagrał prezydenta Sopotu, gdy już wiedział, że jego sprawa będzie załatwiona odmownie.

I teraz wersje są dwie: dla ludzi światłych, wyborców PO, że Julke to mały, mściwy człowieczek, któren w swym niespełnionym biznesie chciał się odegrać na Dobrym Człowieku z PO.

Wersja dla oszołomów i nienawistników: że Julke pewnie jest takim sobie hochsztaplerem, ale wiedział, w jaki punkt uderzyć i kogo warto nagrać. I mu się udało, bo tego typu biznesy odchodzą jak Polska długa i szeroka (pisałem o podobnych historiach w OBYWATELU).

W każdym razie: TOK FM (przez złośliwców nazywany rynszTOKiem) pięknymi ustami red. KKZ (a przy okazji: kto pamięta, że tą Panią fachu - dziennikarskiego - uczył Maleszka?) rozpoczyna akcję zaciemniania sopockiej afery. By żyło się lepiej. (Nie)wszystkim.

I jeszcze jedno: czy im płacą za ten polityczny entuzjazm i aprobatę? Czy jedynie wcześnie rano, na wdechu i wydechu, w pozycji lotosu szepczą: en-tu-zjazm, en-tu-zjazm, en-tu-zjazm...
15 komentarzy

Środa [16.07.2008, 17:19]
Dawno, dawno temu, a może całkiem przed chwilą; za górami, za lasami, a może wprost przeciwnie, była sobie kraina, rządzona przez ludzi, którym nie było wszystko jedno.

Trzeba uczciwie przyznać, że nie każdy naród ma szczęście być rządzony przez tak wybotne, cywilizowane jednostki. Ba, ale też nie każdemu przytrafiają się z woli Ducha Dziejów tak znakomici arbitrzy elegancji, jak Uber-Kniaź Chochlik i jego czerska, tfu, czerstwa świta. Uber-Knieź Chochlik, jak wieść gminna niesie niegdysiejszy bojownik w walkach o zmianę paradygmatów w życiu rzeczonej krainy, skrzętnie pilnował przez lat wiele, czy aby jakieś buractwo i ciemnota nie zakłóca harmonijnego rozwoju umiłowanego przezeń spłachcia (albo spłachecia, jak kochana dziatwa woli) ziemi.

Żyło się tam wszystkim jak w bajce (bo to w sumie jest bajka). Kraina płynęła mlekiem, miodem i wolnością słowa, którą obficie raczył wszystkich dobrotliwy Chochlik (dobrotliwy Chochlik to co prawda sprzeczność sama w sobie, ale co tam). Co prawda, złe języki twierdziły, że dla niektórych nie starczało mleka i moidu, więc chlali jabole, ale kto by tam wierzył ciemnym chamom, co nie załapali się na dobrodziejstwa rozdawane hojną ręką przez wspomnianego już Ducha Dziejów (i Transformacji). Byli też tacy, co mówili, że z wolnością słowa też jest krucho, no ale były to zwykle jednostki chore i aspołeczne. A w dodatku śmierdziało im z buzi, gdyż albowiem mózgi im zgniły od umiłowania pojęć takich jak "tożsamość narodowa", "pamięć historyczna" i tym podobnych pierdół (albo pierdołów, jak kochana dziatwa woli), które kniaź Chochlik i jego czerscy, tfu, czerstwi kompanioni słusznie zdiagnozowali jako ciemnotę i czarnowidztwo, źle widziane w tej pełnej janości i wszelkiego szlifu krainie.

Któregoś dnia - mówiąc w skrócie, bo jak widzę dziatwa przysypia - wszystko się popierniczyło. Okazało się, że być mozę to Uber-Kniaziowi wali z buzi, ale to z zupełnie innych powodów (honorowych, mówiąc w skrócie). Takoż krewnym i znajomym Kniazia, z którymi rzeczony żył raz lepiej, raz gorzej. Jeden taki, co niby kulał, okazał się zwykłym - jak się to mówi - nosicielem wirusa filipińskiego. Inni też stracili uznanie w oczach baśniowego ludu, który choć baśniowy, więc cokolwiek oniryczny, miał jednak jaja. I to jak (moherowe) berety. No itak się jakoś złożyło, że wskutek spadku zaufania do Chochlika (i jego świty tudzież krewnych i znajomych oraz innych ludzi honoru) ludkowie owej pieknej krainy wyśnili sen złoty, sen malowany: rządy dwóch chwatów-skrzatów, którzy w latach nad-władzy skompromitowanego chwilowo Kniazia Chcochlika a to byli za, a to przeciw, ale wsumie chyba jednak śmierdziało im z buzi wedle czerskich (tfu, czerstwych!) standardów.

Co się później działo, trudno opisać. Zawrzało w całej baśniowej krainie., ba, nawet w całym bajowym śródmorzu. Się okazało, że skrzaty to wcale nie skrzaty, ale normalnie zaklęci w nikczemnej postaci słudzy Mordoru. Jednym słowem: żoliborska masakra piłą mechaniczną i upadek wszystkich norm, które z taką troską przez lata pielęgnował jedyny pozytywny bohater naszej bajki, Uber-Kniaź Chochlik. Bywa: historia nie ma litości nawet dla baśniowych królestw. Co dalej? Powiem w skrócie, bo jak widzę dziatwa znów przysypia: znów wszystko cokolwiek się rypło. Rypło się, bo to i owo, wuj Olbrzym dupa, kum Jędrzej wszystko przeochędożył (znaczy się: stracił historyczną szansę), skrzaty też nie stanęły na wysokości zadania (hi hi), kadry za cieńkie, świta Kniazia wziąż dośc mocna, itp., itd. A poza tym make peace not IV RP.

Stąd teraz - uwaga śpiochy! - teraz znów jest lepiej! Zrozumiała smarkateria?! No to siusiu, wybiórcza i spać. Kwa, kwa. Kwa.
20 komentarzy

Środa [16.07.2008, 7:42]
Bronisław Geremek miał spory udział w kształtowaniu rzeczywistości tak przed 89 rokiem, jak później. Jedni go za to kochali, inni - szczerze nieznosili.

Ocalony z wojny dzięki polskiej rodzinie, zaangażowany w realny socjalizm do 68 roku, później miał swój udział w opozycji, Okrągłym Stole, życiu i wegetacji Mumii Wolności, posłował w Europarlamencie. A teraz przyszła nań nagła śmierć.

Nie był bohaterem mojej bajki ideowej, tak jak cała jego formacja - zadufana w sobie, pewna, że po upadku PRL-u to ona reprezentuje dziejowe przeznaczenia, kreująca jedynie słuszne autorytety, nieustannie oburzona, że "społeczeństwo nie dojrzało do demokracji". Szybko się okazało, że społeczeństwo to nie banda ćwoków, pozwalających się traktować per noga. Mumia Wolności od dawna wegetowała na marginesie życia politycznego, ba, otrzymywała raz za razem siarczysty policzek, gdy w parlamencie zaczęli zdobywać większość a to post-PRL-owcy (tzw. "stara lewica"), a to mandaty zaczęła zyskiwać Samoobrona czy LPR. I teraz, gdy główny spór społeczno-polityczny toczy się między PO i PiS, a "Gazeta Aborcza" straciła sporo ze swego opiniotwórczego znaczenia, środowisku Mumii Wolności (i jej hybrydzie: Demokraci.pl) jest coraz gorzej. Po odejściu Geremka będzie pewnie jeszcze gorzej.

Z tej racji jednym do płaczu, innym do śmiechu. Żal mi Geremka jako człowieka i szczerze modlę się o pokój Jego duszy. Ale środowisku Mumii Wolności mam to jedno do powiedzenia: niech wam ziemia lekką będzie.

ps. Mógłby mi ktoś wyjaśnić, jak tu się dodaje tagi? THX.

ps2. I pytanie za sto punktów, czy jeśli okaże się, że winę za wypadek ponosi B. Geremek, oficjalne czynniki o tym poinformują, a media nagłośnią?
19 komentarzy

Wtorek [15.07.2008, 23:38]
No cóż, gdy się człowiek pojawia w nowym miejscu, wypada sie przywitać, więc to czynię.

Dlaczego zakładam tu bloga? Po części z przekory, po części z ciekawości, po trosze by spróbować, czy da się o społeczeństwie i polityce pisać jeszcze krócej (niż, np. w s24), ale treściwie. Troszkę dla zabawy i z przymrużeniem oka. Prawego lub lewego, w zależności od sytuacji. Wyjdzie w praniu.

Najczęściej piszę w salonie24 i na Forum Fronda, które tutaj, jak się zdaje jest traktowane jak siedlisko ponurych i groźnych dla Jedynie Słusznej Lyberalnej Wyzji Świata "katolickich ajatollahów" (copy right Jaco Żako). Poza tym oczywiście publikuję w magazynie OBYWATEL (www.obywatel.org.pl).

To cóż: procedamus.

Tu więcej:
www.consolamentum.salon24.pl
www.obywatel.salon24.pl
38 komentarzy
Poprzednie » « Następne Oglądasz 1–8 z 8

Ostatnie komentarze

Brak komentarzy.
© Pardon 2006-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie tagi | Kontakt | Reklama
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. | FAQ

używane auta, nieruchomości ogłoszenia, RTV - telewizory, kamery wideo, AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe, notebooki, laptopy, biustonosze, perfumy, buty damskie, bielizna damska