Kościół nie musi wiecznie przepraszać!
Świetnie wpisuje się w to "katolicka" publicystyka "Gazety Aborczej", część publicystyki "Tyogdnika Powszechnego" (szczególnie w osobach ich młodej generacji, związanej z nowolewicową "Krytyką Polityczną") - historia Kościoła jest tak mroczna, pisana krwią i perwersją, że nic, tylko bić się w piersi aż dudni przez 24 godziny na dobę. Tymczasem nie tak akt przeprosin rozumiał Jan Paweł II, gdy u progu oczekiwania na 3 tysiąclecie ("Terio Millenio Adveniente") prosił - Boga i ludzi - o przebaczenie grzechów, jakie były udziałem Kościoła.
Papież nie czynił tego po to, by sprawić przyjemność liberalnym mediom, czy katolewakom, którzy chodzą po tym łez padole niemal przepraszając tylko za to, że są katolikami. Przeprosiny miały wymiar mistyczny i eschatologiczny. Społeczny w tym sensie, w jakim Kościół jest instytucją ludzką.
Myślę, że podobne intencje przyświecają dziś Ojcu świętemu Benedyktowi XVI. Nie znaczy to jednak, że Kościół musi wszystkich i za wszystko przepraszać. Bo mimo wszystkich swoich ludzkich słabości jest instytucją, która ocala człowieczeństwo: w oczach Boga, świata i drugiego człowieka.

do czasu...
Kościół używa dokładnie tej samej argumentacji jak onegdaj Komuna:
"Wszędzie znajdą się wyrodne wypaczone jednostki. Ale to nie cały Kościół."
"Katolicyzm tak - wypaczenia nie !"
- jakby lewicowa ideologia nie nosiła piętna 50 milionów morderstw (20 pod Stalinem, 30 pod Mao).
To metoda lewicy - wytykać własne grzechy swoim ideologicznym przeciwnikom. Niestety, choć obłudna, jest metodą skuteczną.